⁣⁢Wycieczka samochodowa po Maroku⁤⁣

⁣⁢Wycieczka samochodowa po Maroku⁤⁣

Przygoda trwa w tej trzeciej i ostatniej odsłonie naszej podróży do Maroka. Po kilku intensywnych dniach na marokańskim wybrzeżu, udajemy się na pustynię Agafay na południe od Marrakeszu.

Zanim ruszyliśmy w drogę, podziwialiśmy ostatni zachód słońca nad zatoką Imsouane, ale nadszedł czas na spakowanie walizek. Po raz ostatni zasnęliśmy ukołysani szumem oceanu. Jak w poprzednie dni, wstaliśmy wcześnie, szybko pochłonęliśmy śniadanie, zanim pożegnaliśmy się z tym wspaniałym miejscem.

Droga do celu jest długa. Dzień wcześniej postanowiliśmy jechać tylko małymi drogami, aby móc podziwiać widoki. Plan zakłada ponad sześć godzin jazdy długą, ukośną trasą, która wije się u podnóża Atlasu. Po drodze mijamy liczne maleńkie wioski, z których każda stanowi miłą okazję do orzeźwiającego odpoczynku. Czujemy się naprawdę samotni pośród tego rozległego krajobrazu i śmiejemy się z konsekwencji awarii.

W miarę jak posuwaliśmy się naprzód, wkraczaliśmy w coraz bardziej suchy region. Roślinność ustępowała miejsca rozległym, skalistym przestrzeniom. Była godzina 17:00, kiedy w końcu skręciliśmy na ostatnią ścieżkę prowadzącą do naszego celu. Kolejne dwie noce mieliśmy spędzić z przyjaciółmi w Camp Scarabeo, z którymi podróżowaliśmy już poprzedniego dnia Vuarnet .

Położone około czterdziestu kilometrów od Marrakeszu, to miejsce wydaje się być końcem świata, z zapierającymi dech w piersiach widokami na okolicę. Po niezwykle ciepłym powitaniu przez zespół, wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na nasz namiot. Obóz został zaprojektowany jak klasyczny biwak, z kuchnią i pomieszczeniami wspólnymi w centrum. Wokół, pośrodku pustyni, wznoszą się gigantyczne, białe, płócienne namioty, tworząc prawdziwą oazę ciepła i komfortu.

Vincent, właściciel, spotyka się z nami wieczorem i wyjaśnia, jak zaprojektował ten projekt, aby zminimalizować wpływ na środowisko pustyni. Namioty są regularnie rozbijane, jedzenie jest przygotowywane codziennie na świeżo, w ramach jednego posiłku, aby uniknąć marnotrawstwa, wszystkie produkty są organiczne, a dekoracje pochodzą z lokalnych źródeł.

Noc szybko zapada w obozie i wszyscy wracają do swoich namiotów. Następnego ranka wstajemy o świcie, aby podziwiać wschód słońca z niewielkiego wzgórza za nami. Spektakl jest wspaniały; ciepłe odcienie nieba idealnie komponują się z fioletowymi refleksami na skałach.

Później tego ranka spotkaliśmy się z Thomasem z Insider Experience, aby eksplorować pustynię na pokładzie jego bocznych wózków Ural. Te maszyny, będące dziedzictwem ZSRR, zostały zbudowane tak, aby pokonywać najbardziej zdradliwe ścieżki i wszelkie przeszkody. Ponieważ przyzwyczajenie się do nich wymaga czasu, początkowo usiedliśmy obok naszego kierowcy. Już od pierwszych przyspieszeń byliśmy zachwyceni; znajdowanie się tak blisko ziemi, potęgowało doznania dziesięciokrotnie. Pomimo tumanów kurzu, które wzbijaliśmy, w pełni cieszyliśmy się otaczającymi krajobrazami. Po 20 minutach zatrzymaliśmy się w małej, opuszczonej wiosce, aby zrobić kilka zdjęć.

Dalej, na długiej, pozornie bezpiecznej trasie, po kilku entuzjastycznych poradach, w końcu mogliśmy sami spróbować jazdy na wózkach bocznych. Okazało się to bardziej skomplikowane, niż się wydawało. Wózek boczny całkowicie zmienił punkt równowagi pojazdu, przez co jazda nim zupełnie różniła się od jazdy na motocyklu. Harmonogram dnia był napięty, a dwaj kierowcy szybko przejęli pałeczkę, aby zawieźć nas na miejsce odpoczynku. Zjedliśmy lunch nad rozległym jeziorem, a następnie ruszyliśmy w stronę Gór Atlas.

Zostawiam za sobą pustynny kurz i podążam w stronę łagodnych wzgórz gór. Po kilku kilometrach zatrzymuję się, by podążyć szlakiem turystycznym. Docieram do punktu widokowego, z którego roztacza się widok na całą dolinę. Kontrast między skalistymi wydmami a unikalną roślinnością gór jest uderzający. Jedziemy od rana, a spokój tego miejsca jest niezwykle orzeźwiający. Po zakończeniu zwiedzania ruszamy ponownie w drogę w kierunku obozu.

Następnego dnia, powoli się obudziliśmy, rozpoczynając nasz ostatni dzień w Maroku. Nic nie było zaplanowane na dziś. Postanowiliśmy zostać na miejscu i cieszyć się okolicą. Jedna grupa wyruszyła na wzgórze z widokiem na kemping, mając nadzieję, że uda się dostrzec Marrakesz w oddali, podczas gdy inni zatrzymali się przy gorącej herbacie. Po obiedzie nadszedł czas, aby udać się na lotnisko, ku naszemu wielkiemu żalowi! Ten tydzień w Maroku pozostawi nam wspaniałe wspomnienia; krajobrazy, ciepłe powitanie mieszkańców i słońce przekonały nas do powrotu tak szybko, jak to możliwe.